14 listopada 1905 r. –  Consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore

Z ziemi włoskiej do … Strzemieszyc

* * *

Julian Stelmach, o którym będzie mowa w niniejszym artykule, przyszedł na świat 31 stycznia 1904 roku w Strzemieszycach Małych, jako trzecie dziecko Stanisława i Marcjanny z Banasików. Jego dzieciństwo przebiegało podobnie jak innych dzieci strzemieszyckich, a nie były to łatwe czasy. W latach 1911–1913 ukończył trzyklasową szkołę gminną w Strzemieszycach Małych, znosząc przymusową rusyfikację. Miłość do cara, wpajana przez nauczycieli, nie mogła zakorzenić się w sercu małego Julka. Była torpedowana przez otoczenie w jakim przez większość czasu przebywał. Atmosfera panująca w Strzemieszycach Małych na początku XX wieku była gorąca. Polska Partia Socjalistyczna, która posiadała tutaj wielu oddanych członków rodziła ferment, objawiający się sprzeciwem wobec nieograniczonej władzy zaborcy rosyjskiego. Ojciec Juliana – Stanisław, działacz PPS–Frakcji Rewolucyjnej i zesłaniec na Syberię, wpajał synowi swoje ideały niepodległościowe, a przede wszystkim miłość do ojczyzny. Wszystko to kształtowało osobowość przyszłego żołnierza, który jeszcze nie przeczuwał, że w dorosłym życiu przyjdzie mu się zmierzyć jednocześnie z wrogiem ze wschodu i zachodu.

W 1922 roku podjął pracę na kopalni „Juliusz” jako maszynista gazowozowy. Po trzech latach pracy, w 1925 roku, został zwolniony z pracy w celu odbycia służby wojskowej. Skierowano go do Lublina, gdzie ukończył Szkołę Podoficerską 2-go Batalionu Sanitarnego. Po ukończeniu tej szkoły zdecydował się na pozostanie w wojsku. Przydzielono go do 45 pułku piechoty w Równem na Wołyniu, gdzie pracował w szpitalu garnizonowym. Tam też, w 1930 roku, założył rodzinę, a w rok później ukończył Państwowe Gimnazjum imienia Tadeusza Kościuszki.

W Równem stacjonowało dowództwo 13 Kresowej Dywizji Piechoty, 13 Pułk Artylerii Lekkiej, 44 i 45 pułki piechoty Strzelców Kresowych oraz dowództwo 2 Samodzielnej Brygady Kawalerii (przemianowanej w 1937 roku na Wołyńską Brygadę Kawalerii) i 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich. Jedną z ważnych instytucji wojskowych w Równem był Szpital Garnizonowy, w którym pracował do 1939 roku Julian Stelmach. Jego komendantami byli kolejno: mjr/ppłk lek. dr Artur Szumski (1932-1939) i ppłk lek. dr Ludwik Tomasz Zieliński (1939). Pierwszy z nich zginął w 1940 roku w Kijowie jako ofiara tzw. zbrodni katyńskiej.

Okres swojego dzieciństwa spędzony w Równem tak wspomina córka Juliana Stelmacha – Teresa: „Prawie każdego roku wyjeżdżaliśmy nad Horyń – piękną, rwącą rzekę z wirami i kredowymi górami […] Pięknie tam było! Ale w tym ostatnim roku (przed wojną przyp. aut.) chyba już były jakieś zwiastuny zbliżającego się nieszczęścia, bo Tatusia zawezwano pewnej nocy do garnizonu i my z Mamą same wracałyśmy z panem Janikiem do Równego. Tatusia w domu nie było i Babcia wyjaśniła, że mają w szpitalu wojskowym „ostre pogotowie” czy jakieś manewry i Tatuś jest tam całymi dniami”…[1]         

Tymczasem w sferach politycznych zapadały decyzje, które miały okazać się ważkie dla istnienia niezawisłego państwa polskiego. 23 sierpnia 1939 roku podpisano w Moskwie tzw. „Pakt Ribbentrop – Mołotow”, który obejmował także tajny protokół określający sfery wpływów tych państw na ziemiach polskich [2]. Oznaczało to nieuchronną wojnę, która stała się faktem 1 września 1939 roku.

Ten tragiczny moment w dziejach narodu polskiego możemy prześledzić poprzez rozpoczęte powyżej wspomnienia …„pamiętam, że zaprosiła nas na sobotę i niedzielę ciocia Hernach. Wujek był chyba podoficerem – osadnikiem. Mieli piękny sad, ogród warzywny i na wykończeniu okazały, jednopiętrowy budynek z płaskim dachem. W tym sadzie w sobotę było już pełno rekrutów, którzy tam otrzymali mundury i siedzieli sobie w cieniu drzew czekając na dalsze rozkazy. […] Rano nie było już ani Wujka, ani Tatusia – zostali zawezwani do garnizonu. Rekruci snuli się między drzewami – jeszcze ich nie zabrano. Przyszła zdenerwowana nasza babcia Anastazja Królikowska i powiedziała, że nad ranem ewakuowano cały garnizon i szpital wojskowy. Tatuś już do domu nie przyszedł.

Po obiedzie: Ciocia, Babcia, Mama, Krysia i czterej synowie cioci poszli na spacer wśród drzew na łąkę, na której była piękna sadzawka, a ja zostałam z lalkami przed domem.

W pewnym momencie usłyszałam wybuchy i warkot samolotu, przeraziłam się i zaczęłam biec wołając mamę, a oczywiście rekruci też wybiegli na łąkę spod bezpiecznych drzew. Ja biedna między nimi, a nad nami leci taaaaki duży samolot. Nie strzela, nie bombarduje, bo wszystko już wyczerpał nad dworcem kolejowym, gdzie stał pociąg wojskowy”…[3] 

W wyniku tych tragicznych wydarzeń Julian Stelmach znalazł się daleko od swojego domu i rodziny. 17 września granice Polski przekroczyli Rosjanie, kierując się do granicy wyznaczonej we wspomnianym wcześniej pakcie Ribbentrop–Mołotow. Wódz naczelny armii polskiej wydał tzw. „dyrektywę ogólną”, która nakazywała wycofanie wojska i sprzętu do Rumunii i na Węgry oraz unikanie walki z Armią Czerwoną poza obroną konieczną [4]. Skomplikowało to sytuację oddziałów polskich, które zdezorientowane dostawały się jedne po drugich do niewoli radzieckiej. Również podążający w stronę granicy z Rumunią transport wojskowy, w którym znajdował się Julian Stelmach, został opanowany przez Rosjan.

Sowieci …„zgromadzili wszystkich jeńców i zaczęli ich segregować oglądając dłonie – z delikatnymi rękami na jedną stronę, ze spracowanymi – na drugą. Tato miał w dzieciństwie, czy młodości odrąbany mały palec lewej ręki. Zrósł się, ale był krótszy i szpetnie wyglądał. To go zapewne uratowało od Katynia lub Starobielska i w ten sposób trafił do kopalni rudy w Krzywym Rogu na Ukrainie”… wspomina te wydarzenia córka [5].

Żona i dwie córki pozostały w domu tracąc jakikolwiek kontakt z mężem i ojcem. Pierwszą informację otrzymały dopiero na święta Bożego Narodzenia 1939 roku. Kartka pocztowa z Krzywego Rogu zawierała tylko lakoniczne życzenia świąteczne podyktowane zapewne przez rosyjskich „opiekunów”. …„Tato opowiadał, że tam dało się jakoś wytrzymać tylko dzięki temu, że żyjący tam Polacy – chyba komuniści – opiekowali się polskimi żołnierzami, dokarmiali ich. Później przeniesiono go do pracy w tajdze i tam, jak mówił było bardzo źle, nie karmili ich prawie i pracujący przy wyrębie żywili się korą oraz trocinami” [6].

W ten sposób Julian Stelmach poznał dolę robotników przymusowych. Upokorzenia i przykrości jakich doświadczył od swoich oprawców nie różniły się zbytnio od tych jakie przeżył przed kilkudziesięciu laty jego ojciec. Tylko dwugłowe orły carskich żandarmów zmieniły się na czerwone gwiazdy poddanych Józefa Stalina.

Tymczasem większość obszaru Europy została podbita przez wojska niemieckie. Żołnierze polscy, którzy chcąc dalej walczyć różnymi drogami przedostali się do Francji, przeżyli sromotną klęskę tego zdawałoby się niewzruszonego mocarstwa. 22 czerwca 1941 hitlerowcy zaatakowali także swoich dotychczasowych sojuszników czyli Związek Radziecki [7].

Generał Sikorski, tworzący armię polską w Anglii, cały czas rozmyślał nad losem Polaków przebywających na terenie Związku Radzieckiego. Na początku lipca 1941 roku nawiązał on kontakt z władzami radzieckimi. Owocem rozmów był tzw. układ „Sikorski–Majski”, w którym między innymi podjęto sprawę tworzenia na terytorium Związku Radzieckiego armii polskiej [8]. 12 sierpnia 1941 roku Rosjanie ogłosili amnestię dla więźniów polskich, którzy od tej chwili zaczęli masowo stawiać się pod rozkazy generała Władysława Andersa, również niedawno zwolnionego przez NKWD [9]. Na punkty zborne wyznaczono Buzułuk koło Kujbyszewa oraz Tatiszczewo i Tockoje. Przybyło tam kilkadziesiąt tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci, a wśród nich także Julian Stelmach. Organizacja jednostek napotykała na wiele trudności. W omawianym rejonie panowały zimą kilkudziesięciostopniowe mrozy. Rosjanie nie dostarczali odpowiedniej ilości sprzętu bojowego i żywności, a żołnierze musieli dzielić się swoimi racjami z rzeszą cywilów koczujących w pobliżu obozów wojskowych.

Rozmowy jakie prowadził Sikorski z władzami radzieckimi były bardzo trudne. Stalin kwestionował chęć do walki polskich żołnierzy, a zadawane mu pytania na temat reszty jeńców przebywających w obozach pozostawały bez odpowiedzi. Władze polskie nie przeczuwały jeszcze, że wielu z nich zostało już dawno rozstrzelanych między innymi w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Na początku 1942 roku formowane wojsko polskie przetransportowano do Uzbekistanu. Julian Stelmach, który długi czas spędził w ciężkich warunkach arktycznych znalazł się teraz w półtropikalnym klimacie. Było to dla niego jak i dla innych żołnierzy kolejne wyzwanie losu, które musieli znieść by szczęśliwie powrócić do domów. W wyniku epidemii tyfusu zmarło wtedy około 10 tysięcy osób [10].

Kryzys w rozmowach między rządami Polski i Związku Radzieckiego oraz działalność Anglików, którzy chcieli pozyskać Polaków do obrony pól naftowych w Iraku, doprowadził do całkowitej ewakuacji Armii Polskiej z ZSRR. Żołnierzy przewożono drogą lądową lub statkami przez Morze Kaspijskie. Po półtoradniowym rejsie i podróży ciężarówkami Julian Stelmach znalazł się w Iraku, a potem już w 1943 roku przeniesiono go do Palestyny.

We wrześniu 1942 roku generał Anders rozpoczął formowanie Armii Polskiej na Wschodzie, która została przemianowana później na II Korpus [11]. Warunki bytowe polepszyły się chociaż wszyscy dobrze pamiętali 50 stopniowe upały jakie panowały na pustyni irackiej. W Palestynie i Egipcie przygotowywano żołnierzy polskich do przerzucenia do walki w Europie. Czas upływał na szkoleniach i musztrze. Julian Stelmach, którego przydzielono do 2 Brygady Czołgów, uzyskał wtedy między innymi prawo jazdy oraz ukończył Kurs Podoficerów Higieny i Kurs Felczerski podnosząc znacznie swoje kwalifikacje. Odwiedził także ziemię świętą, gdzie otrzymał pamiątkowy krzyż, który już po wojnie ofiarował parafii Matki Boskiej Szkaplerznej w Strzemieszycach Małych.

Europa stawała się areną coraz bardziej zaciekłych walk. W styczniu 1944 roku Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę pod Leningradem, w czerwcu nastąpiło lądowanie aliantów w Normandii, a we Włoszech, gdzie miał trafić nasz bohater, front ustabilizował się w rejonie Neapolu. Dalszą drogę zagradzały tutaj góry i silne zgrupowanie niemieckie. II Korpus generała Andersa przerzucono do Włoch na początku 1944 roku [12]. Włączono go do 8 Armii brytyjskiej, w ramach której wziął udział w bitwie o Monte Cassino. 9 Lekka Kompania Sanitarna, do której był przydzielony Julian Stelmach miała pełne ręce roboty. Pod Monte Cassino padło 860 żołnierzy polskich, a 3000 zostało rannych [13]. Jednak radość ze zwycięstwa była ogromna. Po długiej i uciążliwej tułaczce żołnierze mogli dać wyraz swojego męstwa i niezłomnej wiary w odzyskanie niepodległości. Podczas długotrwałych bojów II Korpus dotarł do północnych Włoch w rejon Bolonii. Za uczestnictwo w starciach z Niemcami Julian Stelmach został odznaczony wieloma medalami. Były to między innymi: „Krzyż pamiątkowy Monte Cassino”, „Krzyż Walecznych”, „Gwiazda za wojnę 1939 – 1945”, „Gwiazda Afryki” oraz „Gwiazda Italii”.

Wojna zakończyła się, lecz żołnierze nie zdawali sobie sprawy, że trwa ona nadal w gabinetach polityków. Tam właśnie zapadały decyzje dotyczące nowego podziału Europy. Polska weszła w sferę wpływów Związku Radzieckiego i odrodziła się już jako całkowicie inne państwo. Zmieniły się nie tylko jej granice, ale także ustrój, który podzielił naród polski na wrogie obozy.

Na zachodzie Europy pozostawało w 1945 roku ponad milion Polaków, którzy stanęli przed dylematem – zostać czy wracać do kraju [14]. Przed podobnym pytaniem stanął Julian Stelmach. Jego żona i dzieci pozostały poza granicami nowej Polski, stając się obywatelami ZSRR, a o rodzinie w Strzemieszycach nie miał żadnych wiadomości. W 1946 roku kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy II Korpusu przerzucono z Włoch do Anglii. Mogli oni wybrać nową ojczyznę lub wracać do kraju.

Julian Stelmach do kraju powrócił w 1947 roku na pokładzie MS „Batory” i skierował się do swojej rodzinnej miejscowości. Stał się jednym z wielu tzw. „Anderszczaków”, którym niełatwo było przystosować się do nowej rzeczywistości. Nie był witany jako bohater, a wielu znajomych, podburzonych przez propagandę komunistyczną, zarzucało mu bezczynność i dobrobyt na zachodzie.

Wyjechał na Ziemie Odzyskane do miejscowości Prabuty, gdzie podjął pracę jako laborant. Najbliższą rodzinę mógł sprowadzić do kraju dopiero po kilku latach.

Arkadiusz Rybak

Przypisy:

1.   Archiwum autora, Wspomnienia spisane 16 września 1998 roku, s.1.

2.   Roszkowski W., 1991: Historia Polski 1914-1990. Wyd. PWN, Warszawa, s. 84.

3.   Archiwum autora, Wspomnienia spisane 16 września 1998 roku, s. 2,3.

4.   Roszkowski W., 1991: Historia Polski 1914-1990. Wyd. PWN, Warszawa, s. 90.

5.   Archiwum autora, Wspomnienia spisane 16 września 1998 roku, s. 4.

6.   Tamże, s. 5.

7.   Roszkowski W., 1991: Historia Polski 1914-1990. Wyd. PWN, Warszawa, s. 105.

8.   Tamże, s. 106.

9.   Tamże, s. 106.

10. Tamże, s. 109.

11. Tamże, s. 118.

12. Tamże, s. 129.

13. Tamże, s. 130.

14. Tamże, s. 168.

Zobacz także

Kontakt

Pomóż nam stworzyć

kronikę wydarzeń bohaterów i miejsc!

Jeśli posiadasz w domowym archiwum zdjęcia, notki prasowe, czy inne materiały, którymi chciałbyś się z nami podzielić, śmiało – napisz do nas! Dołożysz swoją cegiełkę do wspaniałego przedsięwzięcia, które będzie służyć i edukować nas jeszcze przez wiele pokoleń.

Jeśli chcesz podzielić się z nami częścią swojej historii,
prześlij je za pomocą poniższego przycisku

Bądź na bieżąco

Newsletter

Chcesz dostawać od nas informacje o najnowszych wydarzeniach, wystawach i artykułach? Zapisz się!

Dziękujemy za zapisanie się do naszego newslettera